Zanim przejdę do meritum chciałbym podzielić się z Państwem krótkim spostrzeżeniem związanym z całą aferą. "Poza wymiarem konkretnym ta sprawa, niech mi wolno będzie powiedzieć, ma wymiar bardziej ogólny. Ta sprawa ujawnia głęboki konflikt, który dzieli Polskę, który dzieli nas, Polaków. Ten podział biegnie pomiędzy Polską ludzi uczciwych a Polską skorumpowaną, Polską łapówek, Polską mętnej, zagmatwanej mafijnej kombinacji. Tak, to są dwie różne Polski. dziś fundamentalny podział w Polsce to jest podział wedle stosunku do korupcji. I wierzę głęboko, że uzyskamy odpowiedź na pytanie, czy w tej sprawie wygra Polska skorumpowana albo taka, która daje przyzwolenie na korupcję, czy też wygra Polska, która korupcję chce demaskować, demaskuje i będzie demaskować, Polska czystych rąk. To takiej Polski potrzebujemy. Ta sprawa stała się wstrząsem dla opinii publicznej i myślę, że dobrze, że tak się stało. Oznacza to, że polskie społeczeństwo nie jest przeżarte i nie jest zdeprawowane korupcją, że nie godzi się na korupcję, że korupcja nas moralnie porusza i oburza. Dlatego można mieć nadzieję, że ten skandal będzie miał funkcję oczyszczającą."
Po ujawnieniu przeze mnie korupcji moje relacje z Gazetą Wyborczą nie należały i nie należą do najlepszych. Wielokrotnie, krytycznie odnosiłem się do informacji, jakie GW przedstawiała w sprawie "afery sopockiej". Ich lwia część była po prostu nieprawdziwa, rozpisana według scenariusza - Julke czarny charakter, Karnowski - jak chciał wczoraj zasugerować premier - ofiara. Początkowo nie mogłem zrozumieć dlaczego Gazeta tak bardzo skręciła w stronę Karnowskiego. Tym bardziej, że miałem wciąż w pamięci zacytowane powyżej słowa Adama Michnika, wypowiadane przez niego przed sejmową komisją śledczą ds wyjaśnienia "afery Rywina". Dziś, gdy już wiem, jak wielu przyjaciół Karnowskiego przyjaźni się także z Adamem Michnikiem i jak olbrzymia wspólnota interesów ich łączy nie dziwię się temu w ogóle. Aczkolwiek nie oznacza to, że wciąż nad tym nie boleję. Gwoli sprawiedliwości zamieszczam dzisiejszą rozmowę Marka Górlikowskiego, dziennikarza trójmiejskiego dodatku Gazety, która jest bodaj pierwszą od wielu miesięcy publikacją na łamach tego tytułu ukazującą "aferę sopocką" w innym świetle niż dotychczas.
Wywiad z prokuratorem apelacyjnym w Gdańsku, nadzorującym sprawę "afery sopockiej".
"PROKURATOR NIEMCZYK: NAGRANIA JULKEGO SĄ WIARYGODNE"
- Akt oskarżenia został przekazany, bo zebrane dowody były na tyle poważne i uprawdopodabniające popełnienie przestępstw przez prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego - mówi prokurator Zbigniew Niemczyk z Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku.
Marek Górlikowski, "Gazeta Wyborcza Trójmiasto": Dlaczego prokuratura po dwóch latach śledztwa przekazuje do sądu akt oskarżenia, który trzeba poprawić?
Prokurator Zbigniew Niemczyk: - Nie chcę polemizować z prawomocnym postanowieniem sądu, mogę tylko powiedzieć, że prokuratura kierując akt oskarżenia do sądu uznała, że materiał dowodowy jest kompletny. Akt oskarżenia został przekazany, bo zebrane dowody były na tyle poważne i uprawdopodabniające popełnienie przestępstw, że to do sądu należy rozstrzygnięcie o winie lub niewinności oskarżonych. Zresztą obrona, twierdząc, że śledztwo trwa zbyt długo, domagała się szybkiego przekazania sprawy z prokuratury do sądu. Kiedy wreszcie sprawa tam trafiła, obrona wniosła z kolei o przekazanie sprawy z sądu do prokuratury, co też uczyniono.
Już w lipcu sąd stwierdził, że nie zbadano na przykład wiarygodności nagrań zrobionych przez Sławomira Julkego, a stenogramy nagrań są niepełne i sprzeczne z sobą.
- W naszej ocenie - prezentowaliśmy to w zażaleniu - wszystkie możliwe dowody przeprowadziliśmy. To nagranie badało kilku ekspertów, w tym Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. J. Sehna w Krakowie, biegły z Politechniki Wrocławskiej, biegły z zakresu odsłuchiwania materiałów dźwiękowych czy też biegli informatycy. A stenogramy mają tylko charakter pomocniczy. Przede wszystkim dowodem jest nagranie, które zostało przebadane na wszystkie możliwe sposoby i powinno być ocenione na tle innych dowodów. Podkreślam, że nie jest to jedyny dowód w sprawie.
Prokurator Zbigniew Niemczyk: - Nie chcę polemizować z prawomocnym postanowieniem sądu, mogę tylko powiedzieć, że prokuratura kierując akt oskarżenia do sądu uznała, że materiał dowodowy jest kompletny. Akt oskarżenia został przekazany, bo zebrane dowody były na tyle poważne i uprawdopodabniające popełnienie przestępstw, że to do sądu należy rozstrzygnięcie o winie lub niewinności oskarżonych. Zresztą obrona, twierdząc, że śledztwo trwa zbyt długo, domagała się szybkiego przekazania sprawy z prokuratury do sądu. Kiedy wreszcie sprawa tam trafiła, obrona wniosła z kolei o przekazanie sprawy z sądu do prokuratury, co też uczyniono.
Już w lipcu sąd stwierdził, że nie zbadano na przykład wiarygodności nagrań zrobionych przez Sławomira Julkego, a stenogramy nagrań są niepełne i sprzeczne z sobą.
- W naszej ocenie - prezentowaliśmy to w zażaleniu - wszystkie możliwe dowody przeprowadziliśmy. To nagranie badało kilku ekspertów, w tym Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. J. Sehna w Krakowie, biegły z Politechniki Wrocławskiej, biegły z zakresu odsłuchiwania materiałów dźwiękowych czy też biegli informatycy. A stenogramy mają tylko charakter pomocniczy. Przede wszystkim dowodem jest nagranie, które zostało przebadane na wszystkie możliwe sposoby i powinno być ocenione na tle innych dowodów. Podkreślam, że nie jest to jedyny dowód w sprawie.
To jednak porażka prokuratury?
- Prokuratura realizuje swoje ustawowe zadania, które nie zawsze są proste, a kodeks przewiduje instytucję zwrotu sprawy na etap postępowania przygotowawczego. Tam, gdzie prowadzony jest spór, a na tym polega proces karny, pojawiają się różne oceny. W naszym zażaleniu staraliśmy się wykazać, że zwrot sprawy do prokuratury w tym wypadku nie przyspieszy postępowania, choć takie są założenia kodeksu postępowania karnego, a jedynie przyczyni się do jego wydłużenia. Oczywiście materia dowodowa jest tutaj skomplikowana, ale tak jest zazwyczaj przy sprawach korupcyjnych. Jednak właściwa ocena dowodów - nie tylko nagrania - pozwoliła nam dojść do wniosku, że wersja przedstawiona przez Sławomira Julkego jest wiarygodna. Proszę nie zapominać, że są też inne dowody dotyczące kolejnych przestępstw korupcyjnych. Wskazaliśmy też, że pewne dowody, które zdaniem sopockiego sądu należy przeprowadzić, są niemożliwe do realizacji.
Jakie na przykład?
- Sąd na przykład poprosił o ponowne przeprowadzenie oględzin dwóch samochodów, w tym jednego, który został utracony w wyniku kradzieży. Nie da się przeprowadzić oględzin rzeczy, której nie ma.
Dlaczego Sławomir Julke jest dla was tak wiarygodnym świadkiem mimo zniszczenia dyktafonu?
- Bo jego zeznania zweryfikowaliśmy przez szereg innych dowodów w sprawie, w oparciu o opinie biegłych, o eksperymenty procesowe czy też zeznania innych świadków. Badaliśmy też całe tło związane z tą sprawą, czyli np. kwestie rozbudowy budynku, o którym mówi się w nagraniu. Dlatego sam fakt zniszczenia źródłowego materiału dowodowego nie był dla nas wystarczający, by tę wiarygodność skutecznie podważyć. Zasady procesu karnego nakazują uwzględniać całokształt dowodów. Uznaliśmy, że dokonanie przestępstwa przez oskarżonego jest na tyle uprawdopodobnione, że należy skierować sprawę do sądu.
Sprawa wraca do was, ile może teraz potrwać, zanim wróci do sądu lub zostanie umorzona?
- W tej chwili nie jestem w stanie odpowiedzieć, ile potrzeba nam czasu na przeprowadzenie wskazanych dowodów. Wykonamy czynności zalecone przez sąd, a potem dokonamy ponownej oceny materiału dowodowego.
A więc możliwe jest umorzenie?
- Teoretycznie sprawa po zwrocie do prokuratury może zostać sfinalizowana aktem oskarżenia lub umorzeniem. W omawianej sprawie dzisiaj nie pokuszę się jednak o przewidywanie przyszłych decyzji.
Pojawia się też zarzut, że sztucznie podwyższaliście kwoty w akcie oskarżenia, by poważniej wyglądały.
- Nie było takiej sytuacji. Kwoty wynikały tylko i wyłącznie z określonego materiału dowodowego. I na tym polega sztuka konstruowania zarzutów, że jeżeli zarzucamy komuś, że przyjął łapówkę w określonej kwocie, a potem precyzyjne ustalenia wykażą, że jest to kwota wyższa, kodeks postępowania karnego nakazuje zmienić tę kwotę i ogłosić zmienione zarzuty.
Czy z dzisiejszym doświadczeniem prokuratura inaczej przeprowadziłaby to śledztwo?
- W naszej ocenie wyczerpaliśmy wszystkie możliwości dowodowe. Stanowisko sądu pierwszej instancji nas nie przekonało, więc je zaskarżyliśmy. Sąd odwoławczy nie uznał naszych racji i nie pozostaje nam nic innego, jak wykonać jego zalecenia.
- Prokuratura realizuje swoje ustawowe zadania, które nie zawsze są proste, a kodeks przewiduje instytucję zwrotu sprawy na etap postępowania przygotowawczego. Tam, gdzie prowadzony jest spór, a na tym polega proces karny, pojawiają się różne oceny. W naszym zażaleniu staraliśmy się wykazać, że zwrot sprawy do prokuratury w tym wypadku nie przyspieszy postępowania, choć takie są założenia kodeksu postępowania karnego, a jedynie przyczyni się do jego wydłużenia. Oczywiście materia dowodowa jest tutaj skomplikowana, ale tak jest zazwyczaj przy sprawach korupcyjnych. Jednak właściwa ocena dowodów - nie tylko nagrania - pozwoliła nam dojść do wniosku, że wersja przedstawiona przez Sławomira Julkego jest wiarygodna. Proszę nie zapominać, że są też inne dowody dotyczące kolejnych przestępstw korupcyjnych. Wskazaliśmy też, że pewne dowody, które zdaniem sopockiego sądu należy przeprowadzić, są niemożliwe do realizacji.
Jakie na przykład?
- Sąd na przykład poprosił o ponowne przeprowadzenie oględzin dwóch samochodów, w tym jednego, który został utracony w wyniku kradzieży. Nie da się przeprowadzić oględzin rzeczy, której nie ma.
Dlaczego Sławomir Julke jest dla was tak wiarygodnym świadkiem mimo zniszczenia dyktafonu?
- Bo jego zeznania zweryfikowaliśmy przez szereg innych dowodów w sprawie, w oparciu o opinie biegłych, o eksperymenty procesowe czy też zeznania innych świadków. Badaliśmy też całe tło związane z tą sprawą, czyli np. kwestie rozbudowy budynku, o którym mówi się w nagraniu. Dlatego sam fakt zniszczenia źródłowego materiału dowodowego nie był dla nas wystarczający, by tę wiarygodność skutecznie podważyć. Zasady procesu karnego nakazują uwzględniać całokształt dowodów. Uznaliśmy, że dokonanie przestępstwa przez oskarżonego jest na tyle uprawdopodobnione, że należy skierować sprawę do sądu.
Sprawa wraca do was, ile może teraz potrwać, zanim wróci do sądu lub zostanie umorzona?
- W tej chwili nie jestem w stanie odpowiedzieć, ile potrzeba nam czasu na przeprowadzenie wskazanych dowodów. Wykonamy czynności zalecone przez sąd, a potem dokonamy ponownej oceny materiału dowodowego.
A więc możliwe jest umorzenie?
- Teoretycznie sprawa po zwrocie do prokuratury może zostać sfinalizowana aktem oskarżenia lub umorzeniem. W omawianej sprawie dzisiaj nie pokuszę się jednak o przewidywanie przyszłych decyzji.
Pojawia się też zarzut, że sztucznie podwyższaliście kwoty w akcie oskarżenia, by poważniej wyglądały.
- Nie było takiej sytuacji. Kwoty wynikały tylko i wyłącznie z określonego materiału dowodowego. I na tym polega sztuka konstruowania zarzutów, że jeżeli zarzucamy komuś, że przyjął łapówkę w określonej kwocie, a potem precyzyjne ustalenia wykażą, że jest to kwota wyższa, kodeks postępowania karnego nakazuje zmienić tę kwotę i ogłosić zmienione zarzuty.
Czy z dzisiejszym doświadczeniem prokuratura inaczej przeprowadziłaby to śledztwo?
- W naszej ocenie wyczerpaliśmy wszystkie możliwości dowodowe. Stanowisko sądu pierwszej instancji nas nie przekonało, więc je zaskarżyliśmy. Sąd odwoławczy nie uznał naszych racji i nie pozostaje nam nic innego, jak wykonać jego zalecenia.
PS. Chciałbym dodać, że w wersji drukowanej GW artykuł ten ukazał się dzisiaj pod tytułem "Wyczerpaliśmy możliwości". Ma to o tyle znaczenie, że większość mieszkańców Sopotu to emeryci i renciści, którzy rzadziej zaczerpują informacji z Internetu i czytaję tradycyjną prasę drukowaną. Elektorat ten, jak wynika z ostatnich badań GFK Polonia, popiera w znakomitej większości Jacka Karnowskiego. Warto przypomnieć, że według GFK Polonia wybory w Sopocie wygra Wojciech Fułek, a nie Jacek K.




